piątek, 9 marca 2012
marcowe przemyślenia
ech, zawsze tak się dzieje, zadzwonił telefon, odebrałam i już nie wiem co tu dalej za tą myślą się kryło. cóż mądrego, konstruktywnego i odkrywczego chciałam napisać. przejdę zatem do czegoś zupełnie innego, co przyszło mi właśnie do głowy.
otóż, po raz kolejny Szef zwrócił się z zaproszeniem, by go posłuchać. i nie tak, jak zwykle, pobieżnie, trochę myśląc o tym czy pranie już wyjęte albo czy zdążymy pojechać do kogoś w odwiedziny. tym razem znów zaprasza nas w nieznane, żeby trzy dni nie zajmować się niczym innym tylko słuchaniem. dom zostaje w domu. rodzina u rodziny. tylko ja i Wi.
słuchanie nigdy nie było moją mocną stroną. gubię się w wątkach, a kiedy się gubię to raczej nie myślę, że się zgubiłam. podążam nowymi ścieżkami zamiast iść po tej jednej, na której mam głośnik i słyszę jak iść. ale czas jest dobry do słuchania. wielki czas. z wielką na końcu nocą. która jawi mi się jako coś fantastycznego. choć jednocześnie, z powodu wielkiej zmiany jaka zaszła grubo ponad pół roku temu napawa mnie owa tegoroczna noc pewnym lękiem, bo nie będzie tak, jak ja się już przyzwyczaiłam. będą inni ludzie, inne zwyczaje, mimo że w istocie nic się nie zmieni.
tak. tak właśnie odkryłam, że zgubiłam wątek, co jak widać zdarza mi się nie tylko podczas słuchania. ale to moje pisanie jest chyba rodzajem słuchania siebie, więc kto wie, kto wie.
od dziś trzy dni posłucham. może uda się coś usłyszeć i będzie co przekazywać naszej niezwykłej wielkiej zmianie w środku.
aniele boży
chcę się położyć
by potem od rana
być zasłuchana
a nim zasnę dzisiaj
byś ty przy mnie przysiadł
przekonał że ufać
to też znaczy słuchać
niedziela, 4 grudnia 2011
a jednak
zmienia się człowiekowi życie trochę. i podejście do niego. nic złego w tym nie ma. jednak jest inaczej. zaczynam się zastanawiać, jak to będzie za jakiś czas. co się stanie ze mną, co z Wi., jak to wszystko będzie wyglądało. i jak tak sobie już trochę po swojemu podramatyzuję, to się nagle okazuje, że nic złego się nie stanie. bo Szef obiecał przecież. bo jesteśmy już na zawsze ze sobą. i na dobre chwile i na te gorsze, i na czas i na brak czasu, i na głód i przejedzenie. wszystko jest już na zawsze i razem. i to jest naprawdę fantastyczne i doskonałe. może czasem inne wrażenie sprawiam na zewnątrz, wpadając w różne histerie. ale te histerie też są wspaniale usprawiedliwione. przecież to normalne, zupełnie naturalne. i że jak kot i że poranki nie pasują. to wszystko jest jak zawsze i od zawsze.
dziś akurat dużo tęsknię, bo jestem żoną na odległość. małżonek zdobywa wyższe wykształcenie w dalekim mieście. a ja, połechtana tym, że usłyszałam dziś na nowo, że niektórzy lubią czytać co piszę, napisałam. przyznam się też w sekrecie, że kilka dni temu, czytałam co tu przez te lata pisałam. i też lubię czytać co piszę. to pewnie jakiś skrajny rodzaj narcyzmu, ale podoba mi się to. tak na osłodę tego wszystkiego co mi się ostatnio nie podoba. na przykład, że spać nie mogę, a potem wstać. ech.
aniele boży
znów słowa chcę tworzyć
wnętrze swe badać
i zdania układać
czwartek, 18 sierpnia 2011
litery spłynęły z mej głowy potokiem
piątek, 17 czerwca 2011
niedoczas 8 ∞
piątek, 20 maja 2011
być mną być urwisem
środa, 18 maja 2011
piszesz - masz
środa, 11 maja 2011
chcę czytać książki.
środa, 13 kwietnia 2011
czytam, piszę, piekę, załatwiam
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
życie według kalendarza
środa, 23 marca 2011
szykujemy się, szykujemy.
wtorek, 15 marca 2011
w marcu jak w garncu. rymowanka to słaba.
niedziela, 6 lutego 2011
słońce
poniedziałek, 31 stycznia 2011
smutki
poniedziałek, 3 stycznia 2011
panna ulala
wtorek, 9 listopada 2010
sobota, 18 września 2010
samotna samosia
nowy etap
środa, 15 września 2010
dopomóż
piątek, 6 sierpnia 2010
potrzeba szaleństwa
piątek, 30 lipca 2010
przegląd techniczny
czwartek, 15 lipca 2010
czwartek, 17 czerwca 2010
oddanie
poniedziałek, 31 maja 2010
w ostatni dzień maja o szyby dzwoni deszcz jesienny
wtorek, 18 maja 2010
dżuma narzekania
wtorek, 11 maja 2010
bolesne zderzenie
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
jak to jest?
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
światło
środa, 17 marca 2010
przez siebie
sobota, 13 marca 2010
tytuł jakiś markotny taki
wtorek, 9 marca 2010
niekonsekwencja
niedziela, 21 lutego 2010
zawieszam się
niedziela, 14 lutego 2010
zdolność zdziwienia.
niedziela, 7 lutego 2010
jestem bardzo fajna
poniedziałek, 1 lutego 2010
niczego nie planuję.
wtorek, 26 stycznia 2010
nie umiem nadstawiać żadnego z posiadanych policzków
środa, 20 stycznia 2010
suburbia mnie
wtorek, 19 stycznia 2010
jeśli w pokoju jest duszno, możesz łatwo wpuścić odrobinę powietrza otwierając okno...
środa, 13 stycznia 2010
chałtura część pierwsza.
poniedziałek, 11 stycznia 2010
zwęglony ziemniak
piątek, 8 stycznia 2010
praca
piątek, 1 stycznia 2010
sobota, 26 grudnia 2009
w Boże Narodzenie najważniejsze są prezenty
niedziela, 6 grudnia 2009
a to dopiero.
czwartek, 26 listopada 2009
sennie niesennie nasennie bezsennie
czwartek, 19 listopada 2009
to było jakoś tak
środa, 14 października 2009
zimna sucz
wtorek, 29 września 2009
jesień
piątek, 18 września 2009
mam świra, rozdwojenie jaźni, zaburzenia tożsamości i dwubiegunówkę.
wtorek, 8 września 2009
dobra pora nie istnieje.
niedziela, 30 sierpnia 2009
Obiecanki cacanki...
poniedziałek, 6 lipca 2009
Credo
środa, 17 czerwca 2009
czwartek, 28 maja 2009
po imieniu.
wtorek, 10 lutego 2009
dzień drugi, poranek.
poniedziałek, 9 lutego 2009
kwiecień 2006
[...] Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie, że pomimo mojej ogromnej radości, jaką w sobie mam od niedzieli, wpadłam w dołek. Dołek jest interesujący. To świetnie urządzone wnętrze. Panele podłogowe imitujące wiśnię, fotel imitujący balkon, marchewka imitująca komputer, kafelek łazienkowy imitujący doniczkowy kwiatek. Nie ma tu okna. Są za to cztery piękne ściany pokryte tapetą imitującą "Sąd Ostateczny" Boscha. Jest też sufit, z dziurą, przez którą można tu wpaść na kawę. Z tegoż sufitu zwiesza się żyrandol w kształcie dzbana. Wylewa się z niego wąska strużka światła. Tak wąska, że pokazująca jedynie kurz unoszący się w powietrzu. A powietrze? Jest gęste, wilgotne. Ciężko się oddycha. Mało w nim tlenu. Dużo obawy. To pierwiastek występujący jedynie w dołkach. Dowiedli tego naukowcy. Jak będę duża tez zostanę naukowcem. Będę mogła badać niezbadane, poznawać niepoznane. I u schyłku życia będę miała poczucie, że całe życie ciężko pracowałam, by kolejne pokolenia mogły mieć więcej materiału zawartego w podręcznikach(można to chyba nazwać uczuciem słodkości zemsty za te lata stracone na traceniu życia dla jakichś nazw, symboli, wzorów, czasem niepotrzebnych pojęć, niekiedy także dat nie wnoszących niczego do sprawy). Bycie naukowcem musi być wspaniałym doświadczeniem. Wracając do tematu: Mój dołek jest też nieźle usytuowany. W okolicy są wspaniałe przestrzenie imitujące niczym nieskażone tereny równinne. Ale nie widzę ich, bo przecież nie mam okna. Nie mam też drzwi. Nie mogę sama stąd wyjść. Czekam, aż mnie ktoś wyciągnie. Mimo że tu tak miło i przyjemnie, ciepło i wygodnie, cudownie i beztrosko. Wolę życie na powierzchni. Tam jest więcej prawdy. Bo nikt nie ma czasu na imitację.
Dziękuję bardzo, pozdrawiam, polecam się na przyszłość.
środa, 28 stycznia 2009
jakiś problem?
piątek, 16 stycznia 2009
wątek czarno-humorystyczny
wtorek, 30 grudnia 2008
narodzenie - odrodzenie
piątek, 19 grudnia 2008
dziura
niedziela, 14 grudnia 2008
Ej Filip. Nie lubię cię, ale bardzo doceniam.
sobota, 6 grudnia 2008
no tak
wtorek, 2 grudnia 2008
indie-power
Cieszę się, że coś robię na tej uczelni poza zwykłym siedzeniem na wykładach. A to zwykłe siedzenie często kończy się na drzemce przy pulpicie, względnie na czyimś ramieniu. Organizm walczy o godziny których nie dospał. A ostatnio z tym spaniem było dziwnie, bo z piątku na sobotę - ani minuty nie spałam, z soboty na niedzielę - od 6 rano do 11, a z niedzieli na poniedziałek znów nic. Przy czym w poniedziałek wybrałam się na laudesy, potem długi i intensywny dzień i to trochę pewnie wpłynęło na to, że przespałam cała noc i udało mi się wstać znów dziś. Mam nadzieję też na jutro - także kończę, jak zwykle zgubiłam po drodze puentę...
sobota, 29 listopada 2008
Radykalna ??
piątek, 7 listopada 2008
jesienne dukanie
czwartek, 16 października 2008
misjo
Daj mi siły na pięć lat najbliższych.
Daj odwagę na dobra krzewienie.
Daj wiedzę do życia potrzebną.
Daj poczucie wielkiej radości z każdej nowej osoby.
Daj trudy, które mię kształtować będą.
Daj krew i pot, który z obłudy mię obmywać będą.
Daj cierpliwość, męstwo i rozsądek.
Daj miłość, przyjaźń i szacunek.
Ulka daj spokój... To tylko studia...
sobota, 13 września 2008
Do Niej.
niedziela, 24 sierpnia 2008
Jest ekstra.
piątek, 11 lipca 2008
Kuchnia lekkostrawna i dietetyczna.
1 dzwonko łososia
3 plasterki cytryny i jeszcze trochę
przyprawa do ryb
4 ziemniaki
1 pomidor
odrobina masełka
Ziemniaki obrać, umieścić w garnku osolonej wody i gotować około 15 minut. W tym czasie rozgrzać piekarnik, dzwonko opłukać, przyprawić przyprawą do ryb, obłozyć plasterkami cytryny i wstawić do piekarnika. Dojść do wniosku, że lepiej obrać cytrynę ze skórki. Wyjąć łososia. Zdjąć cytrynę. Obrać ją ze skórki. Położyć na łososiu. Wstawić spowrotem. Podpiec, ustaliwszy jaki ma mieć kolor - wyjąć. Pomidora sparzyć obrac ze skóry, pokroić w plastry. Odcedzić ziemniaki, położyć nań masełko. Podawać razem. Jeśli ktoś lubi ryby - smacznego. Jeśli ktoś (tak, jak ja) ich nie znosi - gratulacje - świetnie, że pościsz w piątek.
Przepis na Ciasto
1 pozadne sypnięcie cukru
3 całe jajka
1 czubata łyżka kakao
trochę cukru waniliowego
7 łyżek mąki i jeszcze parę
2 dolania mleka
szczypta prochów do pieczenia
odrobina oleju i bułki tartej
Jajka utrzeć z cukrem, dodać kakao i cukier waniliowy, trzepać trzepaczką, aż wygląda tak, że babcia myśli, że to polewa czekoladowa. Dodawać po łyzce mąkę, stopniowo, powtarzając pod nosem za każdym razem słowo "faliternah" co w języku staroafrykańskich plemion nic nie znaczy. Następnie wymieszać dokładnie. Jest zdecydowanie za gęste, więc dolać mleka. Ponieważ najprawdopodobniej się chlusnęło, dosypać parę łyżek mąki, i znów rozrzedzić, bo ponownie stało się za gęste. Dodać prochy do pieczenia. Na końcu, bo wcześniej się zapomniało. Na ręce umieścić odrobinę oleju, wysmarować formę, obsypać bułką, wlać masę, upiec.
poniedziałek, 16 czerwca 2008
czasem bywa smutniej.
środa, 4 czerwca 2008
magia miejsc
piątek, 11 kwietnia 2008
Wieści z Beirutu...
Odkrycia dokonałam stosunkowo niedawno. Śledziłam majspejsy różnych znajomych i trafiłam do Luke'a. W jego plejliście znajdowały się dwa utwory. Pierwszy to Hoppipolla Sigur Ros, które też mi się bardzo spodobało, a drugim okazało się być Nantes Beirutowe. Te dźwięki wprawiły mnie w takie jakieś pozytywne poczucie, że wszystko będzie dobrze. A już strona www.beirutband.com i na niej dźwięki dopełniły całości. I w związku z tym nawet nie dręczy mnie tak ta myśl, że nie mam pieniędzy na open'era. Szkoda, bo i Gentleman, i CocoRosie, i nie wiem co jeszcze, warto jednak usłyszeć w plenerze. Ale, jak mawiają, całe życie przede mną.
Będzie super ekstra szaleńczo! Niezależnie od wszystkiego:)
poniedziałek, 17 marca 2008
niedziela, 10 lutego 2008
haj mountejns
czwartek, 17 stycznia 2008
A gdyby tak?
Przecież, mi jest dobrze. Przecież nie potrzebuje nikogo. Niczyich słów, niczyich gestów. Jestem zupełnie niezależna. Jak niezależna prasa.
Ależ zaraz! Może ja wcale nie chce być jak prasa. Być czyimś obrazem, a nie swoim własnym? Może chcę pokazać siebie tak jak lubię. Niekoniecznie jako motyla, ale jakoś inaczej niż teraz. Bo teraz jest zimno i ogólnie mało się uśmiecham. Ale gdy przyjdzie wiosna miło byłoby pójść na spacer, ale tak zupełnie na spacer. Po chmurach, między gwiazdy. A propos gwiazd. Na koncerty możnaby, i wychodzić. Mogłoby się raz spełnić marzenie.

