zmiana koloru tła na różowy nie spowodowała zmiany pory roku na cieplejszą...
środa, 13 kwietnia 2011
czytam, piszę, piekę, załatwiam
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
życie według kalendarza
środa, 23 marca 2011
szykujemy się, szykujemy.
wtorek, 15 marca 2011
w marcu jak w garncu. rymowanka to słaba.
niedziela, 6 lutego 2011
słońce
poniedziałek, 31 stycznia 2011
smutki
poniedziałek, 3 stycznia 2011
panna ulala
wtorek, 9 listopada 2010
sobota, 18 września 2010
samotna samosia
nowy etap
środa, 15 września 2010
dopomóż
piątek, 6 sierpnia 2010
potrzeba szaleństwa
piątek, 30 lipca 2010
przegląd techniczny
czwartek, 15 lipca 2010
czwartek, 17 czerwca 2010
oddanie
poniedziałek, 31 maja 2010
w ostatni dzień maja o szyby dzwoni deszcz jesienny
wtorek, 18 maja 2010
dżuma narzekania
wtorek, 11 maja 2010
bolesne zderzenie
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
jak to jest?
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
światło
środa, 17 marca 2010
przez siebie
sobota, 13 marca 2010
tytuł jakiś markotny taki
wtorek, 9 marca 2010
niekonsekwencja
niedziela, 21 lutego 2010
zawieszam się
niedziela, 14 lutego 2010
zdolność zdziwienia.
niedziela, 7 lutego 2010
jestem bardzo fajna
poniedziałek, 1 lutego 2010
niczego nie planuję.
wtorek, 26 stycznia 2010
nie umiem nadstawiać żadnego z posiadanych policzków
środa, 20 stycznia 2010
suburbia mnie
wtorek, 19 stycznia 2010
jeśli w pokoju jest duszno, możesz łatwo wpuścić odrobinę powietrza otwierając okno...
środa, 13 stycznia 2010
chałtura część pierwsza.
poniedziałek, 11 stycznia 2010
zwęglony ziemniak
piątek, 8 stycznia 2010
praca
piątek, 1 stycznia 2010
sobota, 26 grudnia 2009
w Boże Narodzenie najważniejsze są prezenty
niedziela, 6 grudnia 2009
a to dopiero.
czwartek, 26 listopada 2009
sennie niesennie nasennie bezsennie
czwartek, 19 listopada 2009
to było jakoś tak
środa, 14 października 2009
zimna sucz
wtorek, 29 września 2009
jesień
piątek, 18 września 2009
mam świra, rozdwojenie jaźni, zaburzenia tożsamości i dwubiegunówkę.
wtorek, 8 września 2009
dobra pora nie istnieje.
niedziela, 30 sierpnia 2009
Obiecanki cacanki...
poniedziałek, 6 lipca 2009
Credo
środa, 17 czerwca 2009
czwartek, 28 maja 2009
po imieniu.
wtorek, 10 lutego 2009
dzień drugi, poranek.
poniedziałek, 9 lutego 2009
kwiecień 2006
[...] Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie, że pomimo mojej ogromnej radości, jaką w sobie mam od niedzieli, wpadłam w dołek. Dołek jest interesujący. To świetnie urządzone wnętrze. Panele podłogowe imitujące wiśnię, fotel imitujący balkon, marchewka imitująca komputer, kafelek łazienkowy imitujący doniczkowy kwiatek. Nie ma tu okna. Są za to cztery piękne ściany pokryte tapetą imitującą "Sąd Ostateczny" Boscha. Jest też sufit, z dziurą, przez którą można tu wpaść na kawę. Z tegoż sufitu zwiesza się żyrandol w kształcie dzbana. Wylewa się z niego wąska strużka światła. Tak wąska, że pokazująca jedynie kurz unoszący się w powietrzu. A powietrze? Jest gęste, wilgotne. Ciężko się oddycha. Mało w nim tlenu. Dużo obawy. To pierwiastek występujący jedynie w dołkach. Dowiedli tego naukowcy. Jak będę duża tez zostanę naukowcem. Będę mogła badać niezbadane, poznawać niepoznane. I u schyłku życia będę miała poczucie, że całe życie ciężko pracowałam, by kolejne pokolenia mogły mieć więcej materiału zawartego w podręcznikach(można to chyba nazwać uczuciem słodkości zemsty za te lata stracone na traceniu życia dla jakichś nazw, symboli, wzorów, czasem niepotrzebnych pojęć, niekiedy także dat nie wnoszących niczego do sprawy). Bycie naukowcem musi być wspaniałym doświadczeniem. Wracając do tematu: Mój dołek jest też nieźle usytuowany. W okolicy są wspaniałe przestrzenie imitujące niczym nieskażone tereny równinne. Ale nie widzę ich, bo przecież nie mam okna. Nie mam też drzwi. Nie mogę sama stąd wyjść. Czekam, aż mnie ktoś wyciągnie. Mimo że tu tak miło i przyjemnie, ciepło i wygodnie, cudownie i beztrosko. Wolę życie na powierzchni. Tam jest więcej prawdy. Bo nikt nie ma czasu na imitację.
Dziękuję bardzo, pozdrawiam, polecam się na przyszłość.
środa, 28 stycznia 2009
jakiś problem?
piątek, 16 stycznia 2009
wątek czarno-humorystyczny
wtorek, 30 grudnia 2008
narodzenie - odrodzenie
piątek, 19 grudnia 2008
dziura
niedziela, 14 grudnia 2008
Ej Filip. Nie lubię cię, ale bardzo doceniam.
sobota, 6 grudnia 2008
no tak
wtorek, 2 grudnia 2008
indie-power
Cieszę się, że coś robię na tej uczelni poza zwykłym siedzeniem na wykładach. A to zwykłe siedzenie często kończy się na drzemce przy pulpicie, względnie na czyimś ramieniu. Organizm walczy o godziny których nie dospał. A ostatnio z tym spaniem było dziwnie, bo z piątku na sobotę - ani minuty nie spałam, z soboty na niedzielę - od 6 rano do 11, a z niedzieli na poniedziałek znów nic. Przy czym w poniedziałek wybrałam się na laudesy, potem długi i intensywny dzień i to trochę pewnie wpłynęło na to, że przespałam cała noc i udało mi się wstać znów dziś. Mam nadzieję też na jutro - także kończę, jak zwykle zgubiłam po drodze puentę...
sobota, 29 listopada 2008
Radykalna ??
piątek, 7 listopada 2008
jesienne dukanie
czwartek, 16 października 2008
misjo
Daj mi siły na pięć lat najbliższych.
Daj odwagę na dobra krzewienie.
Daj wiedzę do życia potrzebną.
Daj poczucie wielkiej radości z każdej nowej osoby.
Daj trudy, które mię kształtować będą.
Daj krew i pot, który z obłudy mię obmywać będą.
Daj cierpliwość, męstwo i rozsądek.
Daj miłość, przyjaźń i szacunek.
Ulka daj spokój... To tylko studia...
sobota, 13 września 2008
Do Niej.
niedziela, 24 sierpnia 2008
Jest ekstra.
piątek, 11 lipca 2008
Kuchnia lekkostrawna i dietetyczna.
1 dzwonko łososia
3 plasterki cytryny i jeszcze trochę
przyprawa do ryb
4 ziemniaki
1 pomidor
odrobina masełka
Ziemniaki obrać, umieścić w garnku osolonej wody i gotować około 15 minut. W tym czasie rozgrzać piekarnik, dzwonko opłukać, przyprawić przyprawą do ryb, obłozyć plasterkami cytryny i wstawić do piekarnika. Dojść do wniosku, że lepiej obrać cytrynę ze skórki. Wyjąć łososia. Zdjąć cytrynę. Obrać ją ze skórki. Położyć na łososiu. Wstawić spowrotem. Podpiec, ustaliwszy jaki ma mieć kolor - wyjąć. Pomidora sparzyć obrac ze skóry, pokroić w plastry. Odcedzić ziemniaki, położyć nań masełko. Podawać razem. Jeśli ktoś lubi ryby - smacznego. Jeśli ktoś (tak, jak ja) ich nie znosi - gratulacje - świetnie, że pościsz w piątek.
Przepis na Ciasto
1 pozadne sypnięcie cukru
3 całe jajka
1 czubata łyżka kakao
trochę cukru waniliowego
7 łyżek mąki i jeszcze parę
2 dolania mleka
szczypta prochów do pieczenia
odrobina oleju i bułki tartej
Jajka utrzeć z cukrem, dodać kakao i cukier waniliowy, trzepać trzepaczką, aż wygląda tak, że babcia myśli, że to polewa czekoladowa. Dodawać po łyzce mąkę, stopniowo, powtarzając pod nosem za każdym razem słowo "faliternah" co w języku staroafrykańskich plemion nic nie znaczy. Następnie wymieszać dokładnie. Jest zdecydowanie za gęste, więc dolać mleka. Ponieważ najprawdopodobniej się chlusnęło, dosypać parę łyżek mąki, i znów rozrzedzić, bo ponownie stało się za gęste. Dodać prochy do pieczenia. Na końcu, bo wcześniej się zapomniało. Na ręce umieścić odrobinę oleju, wysmarować formę, obsypać bułką, wlać masę, upiec.
poniedziałek, 16 czerwca 2008
czasem bywa smutniej.
środa, 4 czerwca 2008
magia miejsc
piątek, 11 kwietnia 2008
Wieści z Beirutu...
Odkrycia dokonałam stosunkowo niedawno. Śledziłam majspejsy różnych znajomych i trafiłam do Luke'a. W jego plejliście znajdowały się dwa utwory. Pierwszy to Hoppipolla Sigur Ros, które też mi się bardzo spodobało, a drugim okazało się być Nantes Beirutowe. Te dźwięki wprawiły mnie w takie jakieś pozytywne poczucie, że wszystko będzie dobrze. A już strona www.beirutband.com i na niej dźwięki dopełniły całości. I w związku z tym nawet nie dręczy mnie tak ta myśl, że nie mam pieniędzy na open'era. Szkoda, bo i Gentleman, i CocoRosie, i nie wiem co jeszcze, warto jednak usłyszeć w plenerze. Ale, jak mawiają, całe życie przede mną.
Będzie super ekstra szaleńczo! Niezależnie od wszystkiego:)
poniedziałek, 17 marca 2008
niedziela, 10 lutego 2008
haj mountejns
czwartek, 17 stycznia 2008
A gdyby tak?
Przecież, mi jest dobrze. Przecież nie potrzebuje nikogo. Niczyich słów, niczyich gestów. Jestem zupełnie niezależna. Jak niezależna prasa.
Ależ zaraz! Może ja wcale nie chce być jak prasa. Być czyimś obrazem, a nie swoim własnym? Może chcę pokazać siebie tak jak lubię. Niekoniecznie jako motyla, ale jakoś inaczej niż teraz. Bo teraz jest zimno i ogólnie mało się uśmiecham. Ale gdy przyjdzie wiosna miło byłoby pójść na spacer, ale tak zupełnie na spacer. Po chmurach, między gwiazdy. A propos gwiazd. Na koncerty możnaby, i wychodzić. Mogłoby się raz spełnić marzenie.
czwartek, 1 listopada 2007
C'est magnifique!
Caresse sur l'océan
Porte l'oiseau si léger
Revenant des terres enneigées
Air éphémère de l'hiver
Au loin ton écho s'éloigne
Châteaux en Espagne
Vire au vent tournoie déploie tes ailes
Dans l'aube grise du levant
Trouve un chemin vers l'arc-en-ciel
Se découvrira le printemps
Caresse sur l'océan
Pose l'oiseau si léger
Sur la pierre d'une île immergée
Air éphémère de l'hiver
Enfin ton souffle s'éloigne
Loin dans les montagnes
Vire au vent tournoie déploie tes ailes
Dans l'aube grise du levant
Trouve un chemin vers l'arc-en-ciel
Se découvrira le printemps
Calme sur l'océan.
I jeszcze to jak pięknie mówi, pięknie się śmieje. Matko, co jeden to lepszy. Kolejny Jan w moim życiu:)
poniedziałek, 22 października 2007
Ulica Szarlatanów (bo tak za Gałczyńskim dziś zatęskniłam)
Zawsze sami.
Dla nich gwiazdy świecą w górze
i na dole.
W tajnych szynkach piją dziwne
alkohole.
I wieczory przerażają
bluźnierstwami.
Wymyślili swe tablice
szmaragdowe.
Krwią dziewicy wypisali
charaktery.
Strachy w liczbach: 18,
3 i 4.
Przeklinamy Jezu-Chrysta
i Jehowę.
Szarlatani piszą księgi
o papieżach.
Zawsze w nocy mówią źle o
Watykanie.
Zawsze w nocy słychać szklane,
szklane łkanie:
płaczą gwiazdy zaplątane
w szkła na wieżach.
Kiedy miesiąc umęczony
wschodzi na nów,
alkohole z przerażenia
drżą słodyczą.
Nie pomogą alkohole:
W nocy krzyczą
łzy fałszywe szmaragdowych
szarlatanów.
Bardzo cicho i boleśnie
jest nad ranem.
Dzwonią dzwony, świt pochyla
się w pokorze.
Odpuść grzechy szarlatanom,
Panie Boże,
wszak Ty jesteś takim samym
szarlatanem.
Uff jak gorąco...
piątek, 28 września 2007
Everyone’s in a corner
środa, 29 sierpnia 2007
jak to mawiają
Panie Mro., Łoc. i Jaw. - serdeczne dzięki!
środa, 22 sierpnia 2007
Noc z Kurierem
sobota, 18 sierpnia 2007
"To proto, ze jsi vykonala dobry skutek."
Szkoda, że mam bujną wyobraźnię i nie jestem realistką, ani nawet optymistką. Mój wredny charakter pesymistycznej egocentryczki troszkę mi przeszkadza w zdobywaniu wykształcenia.
wtorek, 14 sierpnia 2007
i znów
wtorek, 31 lipca 2007
mama mi powiedziała...
poniedziałek, 30 lipca 2007
lato bez lasu
"Słuchaj, jak tak można, po siedmiu latach?"
"Ale co?"
"No, zrobić to co ja zrobiłam, po siedmiu latach"
"Hm... myślę, że to ostatni moment po prostu"
No cóż, może faktycznie, nie chciałabym być tym bohaterem z obrazoburczego dowcipu - idiotą przebranym za dziecko. Ale myślę czasem, że może dałabym radę przez jakiś czas być tam, z tymi ludzmi, i łącyć wszystko razem z tym co miałam i gdzie chyba zmarnowałam jakąś szansę. I nigdy nie powiem, że tych siedmiu lat żałuję, bo to naprawdę wielka przygoda życia, tylko troszkę nie zgrana z moim słabym charakterem i przez to nie do końca wykorzystana. Aj, usprawiedliwiam się pustymi słowami. Ale nie wiem, jeszcze nie umiem do końca wyciągać wniosków. Ale naprawdę, same dobre rzeczy wyniosłam z tej przygody. Np teraz w pracy bez zająknięcia rozliczalam faktury, wystawiałam je i jeszcze tłumaczyłam mojemu ojcu-szefowi jak pisać notę korygującą. Jednym słowem trochę się wzbogaciłam. Mimo moich opornych, idiotycznych sprzeciwów co do wymagania od samej siebie. Nadal od siebie wymagam najmniej z otoczenia. Wszystkich rozstawiłabym po kątach, a sama wylegiwałabym się w łożu pod baldachimem. No ale dobrze. Moze kiedyś dorosne. Nie cofnę się już w to samo miejsce, nie wejdę do tej samej kałuży, ale na pewno nieraz przejrzę się jeszcze w jej odbiciu. Aaaaach cóż za liryczne zakończenie:)
środa, 25 lipca 2007
Zwariowałam
Wydałam niewiarygodną sumę pieniędzy na płytę, której samo oczekiwanie było strasznie rozradowujące. Poza tym wydałam niewarygodnie mało pieniędzy na kino. w ktorym samotnie oglądałam całkiem ładny film. I nie wydałam ani grosza na oglądanie pięknych chmur, kamienic niewiadomo czego jeszcze kiedy to spacerkiem szłam po moim miescie którego w gruncie rzeczy nie lubie. I mówię ludziom że mają rację. Tym którzy jak ja kochają mistrza Johna.


